Fotograf ślubny – kiedy ta praca się nudzi?

czwartek, 19 marca 2012 15:01
autor: Sylwia Mucha
avatar

W przerwach podczas sesji fotograficznych moi klienci, ale też znajomi przy piwie zadają pytanie, czy nie znudziło mi się jeszcze fotografowanie ślubów, czy będę to chciała robić za dziesięć lat? Ten zawód zawsze prowokuje takie pytania. Księgowego, stomatologa, fryzjera nikt o to nie pyta po dwóch godzinach znajomości.

Dentysta będzie plombował zęby aż do emerytury i jest to tak oczywiste, jak to, że słońce znowu wzejdzie na wschodzie. A ja robię zdjęcia na ślubach i za to mi płacą. Każda praca męczy, więc i ja mam czasem dość, w końcu omija mnie każdy grill w sobotnie popołudnie, a w Polsce ciepły sezon jest krótki, więc mogłoby boleć podwójnie. Ale nie boli, bo fotografowanie ślubów daje tyle satysfakcji, że ta absencja na grillowaniu jest nieistotna. To pytanie klientów i znajomych dotyczy właśnie satysfakcji, której być może nie daje im własna praca. Mi też poprzednie etaty nie dawały życiowej radochy, ale może zamiast siebie posłużę się przykładem kogoś, kto w kategorii fotografia ślubna odniósł najbardziej spektakularny sukces.
W 1995 roku w wieku 45 lat Joe Buissink postanowił, że będzie fotografował śluby. Wcześniej nie miał z tą branżą nic wspólnego. Być może poczuł, że fotografia to jest to, co wyrwie go z marazmu wieku średniego, na pewno jednak wiedział, jak chce fotografować śluby. Dla niego liczył się moment oraz charakter fotografowanych osób. To on przedefiniował fotografię ślubną, którą dzisiaj uprawiamy. Wypracował sobie styl, który nie zakłada istnienia wypalenia zawodowego. Jaki? Jego usługi należą w tej branży do najdroższych na świecie, więc ograniczył ilość wykonywanych reportaży w roku. Nie spotyka się z klientami, by podpisać umowę i porozmawiać o swojej pracy, bo w dobie internetu i z jego pozycją to kompletna strata czasu. Na ślubach nie robi zdjęć grupowych, ani tak zwanych obowiązkowych kadrów, od tego jest asystent, z którym zawsze współpracuje, on w tym czasie skupia się nad tym, za czym szaleją celebryci z Hollywood, a co Anie Leibovitz nazwała pełnoprawną sztuką, mimo iż to są ciągle zdjęcia ślubne.

Życzę nam, fotografom ślubnym w Polsce, takich sukcesów, w końcu i u nas od kilku lat istnieje światek celebrycki. Może niedługo rodzime sławy zaczną korzystać z usług doświadczonych fotografów ślubnych, a nie zadowalać się tym, co paparazzi ustrzeliło dla tabloidów. Twórzmy swój styl i dbajmy o to by zawód, dla którego opuściliśmy kiedyś durnego szefa lub bezduszną korporację nie obrzydł nam przez nasze lenistwo. Bądźmy jak Joe. Wiek nie gra roli.

Sylwia Mucha