10 najważniejszych porad dla fotografów ślubnych [cz.2]

czwartek, 19 marca 2012 15:04
autor: Sylwia Mucha
avatar

W ostatnim moim artykule zaczęłam wymieniać rzeczy, które moim zdaniem są najważniejsze w pracy fotografa ślubnego, teraz czas na ciąg dalszy.

Jesteśmy już fotografami ślubnymi, tzn. nie pracujemy nigdzie na etacie,  a dochody z obsługi ślubów stanowią większość:

4. Po czwarte, nasza konkurencja, czyli zadbajmy o siebie. Konkurencja jest duża, o tym nikogo nie trzeba przekonywać, ale niektórych warto przekonać, że w wielu przypadkach, to tak samo fajni ludzie jak my. W wolnych chwilach przeglądają albumy Helmuta Newtona, biegają na wystawy i wernisaże, a wieczorami mają chwile zwątpienia, czy aby na pewno przygotowany do oddania materiał, to szczyt ich możliwości. Zachęcam, zagadnijcie osobę, którą podejrzewacie o pokrewną duszę, wspólne wyjście na piwo może okazać się strzałem w dziesiątkę. Wymienicie się zleceniami z zajętych terminów, pogadacie o doświadczeniach z klientami. Może warto dołączyć do jakiegoś stowarzyszenia fotografów ślubnych? Jest już ich kilka w Polsce.

5. Po piąte, dbajmy o naszych klientów. Czasem jak czytam na forach dla fotografów, jak traktowani są nasi klienci włos mi się na głowie jeży. Nie chcemy negocjować (może dlatego, że negocjacja kojarzy nam się tylko z obniżką cen), pomysły klienta traktujemy jak ingerencję w naszą twórczość, a wymagania, jak atak na własną osobę. Na koniec nie lubimy naszych klientów, bo mimo, że zapłacili o czasie, to za mało nas pochwalili. A wystarczy tylko obrócić role. Pomyślmy, że to my chcemy zamówić zdjęcia z najważniejszego dnia w naszym życiu …

Słuchajmy klientów, rozmawiajmy o ich oczekiwaniach. Ten marudny klient, może po prostu nasłuchał się miliona złotych rad od najbliższych i dlatego tak, o wszystko wypytuje. W efekcie może okazać się świetną osobą, której nagły atak nieufności jest spowodowany przedślubnym stresem. Gdy jednak nie dochodzi do żadnej nici porozumienia – pozwólmy klientowi odejść. Umowa podpisana wbrew najgorszym oczekiwaniom może okazać się największym wrzodem sezonu, a telefony szalonego klienta sięgać będą świąt bożonarodzeniowych. Znam takie historie.

6. Po szóste, dbajmy o szczegóły. O te wszystkie detale, które składają się na całość.
Dobrze zredagowana umowa. Po każdej niejasnej sytuacji z klientem powinniśmy dopisywać swoje warunki do umowy lub oferty. Nie hasłowo, ale konkretnie.
Przejrzysta i czytelna strona www. Nie ma nic bardziej irytującego niż problem ze znalezieniem kontaktu na stronie. Po dwóch minutach klikamy ten krzyżyk w prawym górnym rogu i idziemy dalej. Potencjalny klient stracony.
Nasz image. Może i biały kartonik przyczepiony do lampy, świetnie odbija światło, ale raczej nie zyskamy dzięki nim kolejnych klientów wśród weselnych gości. Również nie pomoże nam w tym nieświeża fryzura i rozcięte tuż pod pupą dżinsy (wszystkie przykłady są prawdziwe)
Produkt finalny. Wszyscy wiemy, że najważniejsze są zdjęcia, ale nie zapominajmy, że opakowanie ma znaczenie. Zwykła płyta dvd w papierowej kopercie oddana klientowi to prawdziwa ignorancja w czasach, gdy w co drugim laboratorium można zamówić nadruk, profesjonalną okładkę itd.
Uśmiech! Nie ma nic bardziej nieprofesjonalnego niż nasza nadąsana mina na ślubie, który nam się nie podoba. Umowa podpisana, jesteśmy w pracy, a sala brzydka, muzyka nijaka, goście się nie bawią. Żadna wymówka. Nie jesteśmy od tego, żeby psuć młodym ich piękny dzień. Nie marudzimy, że rosół za słony. Jesteśmy w pracy, nie na zabawie. Zapytani, czy wszystko ok, odpowiadamy, że tak!